Byłem wczoraj gościem panelu zorganizowanego przez historyków na Uniwersytecie Śląskim - na temat znaczenia ostatniego soboru. Poza prowadzącym to spotkanie Michałem Witkowskim za stołem był jeszcze ks. prof. Jerzy Szymik (teolog z Międzynarodowej Komisji Teologicznej), Tomasz Terlikowski i ja - a na sali coś koło pięćdziesiątki studentów i pracowników naukowych z różnych wydziałów. Bardzo miłe spotkanie, okazja do poważnej rozmowy o sprawach ważnych.
Miałem pierwszy głos, który zatytułowałem: "Sobór, który zaskoczył wszystkich".
Mówiłem więc najpierw o zaskoczeniu Kurii rzymskiej - gdy skrupulatnie przygotowane przez komisję przygotowawczą schematy dokumentów zostały przez sobór odesłane do gruntownego przepracowania. To było zaskoczenie kurialnych konserwatystów - i sygnał, że sobór chce się zająć czymś innym niż tylko podsumowaniem dotychczasowych interpretacji magisterialnych. Wtedy pierwsze skrzypce zaczęli grać reformatorzy - ale i wśród nich porozumienie nie było dopowiedziane do końca. Gdy reformatorskie dokumenty zostały zredagowane i uchwalone, tkwiły w nich zarówno nie do końca spełnione nadzieje modernizujących radykałów, jak i niezbyt skuteczne zabezpieczenia konserwatystów. W sumie na poziomie treści dokumentów, w ich najprostszym znaczeniu tekstowym wziętym wraz z notami wyjaśniającymi, przebiły się intencje umiarkowanych reformatorów.
I tak to konserwatyści wyjeżdżali z soboru w końcu 1965 roku z odczuciem, że ich wytrzymałość została wystawiona na krańcowe doświadczenie, a linia dokumentów dorowadzona w kilku miejscach do samych granic akceptowanej ortodoksji. Z drugiej strony modernistyczni radykałowie zdawali sobie sprawę, że na poziomie dokumentów nadzieje na rewolucję pojęciową nie zostały zrealizowane, a w każdym razie że to, co uchwalono, nie zadowala ich. Zadowoleni byli tylko reformatorzy umiarkowani - oraz ten ogół Ojców, który odetchnął z ulgą, że kończy się czas tych wytężonych prac.
Czas więc teraz na zaskoczenie numer 2: przeżyli je właśnie umiarkowani (nie mówiąc o dobrodusznej przeciętnej światowego episkopatu), którzy w jakieś dwa lata po zamknięciu soboru mogli zobaczyć jasno, iż co prawda dokumenty były umiarkowane, lecz ich realizacja nabiera charakteru progresywnie radykalnego. Można powtórzyć za o. Aidanem Nicholsem OP - adaptując jego diagnozę dotyczącą kwestii liturgicznej - że co prawda na soborze wygrała linia umiarkowanych, ale realizację reform powierzono radykałom. Wielu przecierało oczy ze zdumienia - ale skoro Rzym nie mówił "nie" (albo mówił je w dyplomatycznym i hamletycznym stylu Sługi Bożego Pawła VI)... Zaraz potem przyszedł rok 1968, i o wiele przyjemniej było mieć wtedy te bardziej radykalne, progresywne, modernistyczne, lewicowe nastawienia!
W ten to sposób słynna "hermeneutyka zerwania" stała się w świecie niemal dominującym sposobem rozpoznania znaczenia Vaticanum II. Co ciekawe, było to zerwanie nie tylko z wcześniejszą Tradycją, ale i z samą literą Soboru. Kluczy do zrozumienia dokumentów nie szukano więc ani wcześniej, ani w nich samych - ale raczej w teologicznych wizjach tego czy innego nowatora. Nie można zrozumieć, o co dokładnie chodzi w Lumen gentium? No przecież wystarczy postudiować Rahnera! Sobór został oddany w niewolę babilońską części "ekspertów". Na ogół pod panowanie tych, których poglądy można było ułożyć w linię entuzjastycznej adaptacji Kościoła do oczekiwań świata.
Czy można się dziwić, że dokumenty Soboru służyły już coraz częściej jedynie jako alibi lub ozdobnik dla awangardowych uniesień, albo że przekształcano je w Koran do wykrywania przeniewierstw "integrystów"? Stopniowo coraz mniej entuzjastów "odnowy soborowej" interesowało się na serio jej rzeczywistą podstawą w dokumentach wyrażających myśl i wolę Kościoła.
A jednak tamten sobór - podobnie jak żaden inny - nigdy nie należał do jakiejś grupy teologów. Owszem, możemy w dokumentach odnaleźć charakterystyczne motywy tego czy innego autora - i pewnie brzmią one dzisiaj czasami równie zagadkowo i groźnie jak fragmenty podręczników prof. Tomasza Węcławskiego, czytane po jego apostazji. A jednak - Sobór jest własnością Kościoła.
Tu zaczyna się zaskoczenie numer trzy: że w ostatnich latach najwnikliwsze studia dotyczące treści nauczania soborowego wychodziły spod pióra autorów-teologów pochodzących ze środowisk raczej konserwatywnych i raczej krytycznych względem tego, co okrzyknięto zdobyczami posoborowymi. Najciekawsze prace teologiczne śledzące soborową doktrynę o liturgii, o jej reformie, o wolności religii, o możliwości dialogu z innymi religiami - mają za autorów postacie z kręgów konserwatywnych i tradycjonalistycznych. To oni są zaangażowanymi uczestnikami owej potrzebnej "hermeneutyki ciągłości". To oni - nic dziwnego! - zamiast wtykać do dokumentów soborowych wizje tego czy innego teologa, chcą po prostu odnaleźć te dokumenty in medio Ecclesiae, a wewnątrz nich - ich sens katolicki.
Takie to rzeczy mówiłem na tejże sesji. Jak widać, nic szczególnie odkrywczego - i zapewne dlatego relacjonując to spotkanie na portalu wiara.pl dziennikarz "GN" postanowił tego mojego wystąpienia nie relacjonować w ogóle, omawiając jedynie wystąpienia dwóch pozostałych mówców.
Wypowiedzi Tomka Terlikowskiego i ks. prof. Szymika zostały przez nich obu połączone piękną klamrą: najpierw TT wyznał na początku, że z soborów on najbardziej czuje się związany z tym chalcedońskim, który w starożytności sformułował naukę dogmatyczną o Chrystusie - a ksiądz profesor powtórzył to i rozwinął w naprawdę poruszającą myśl, że prawda z Chalcedonu jest rdzeniem naszej cywilizacji, gdy uczy, że maksimum Boga nie niweczy człowieczeństwa - a maksimum człowieczeństwa nie narusza Bóstwa (gdy to słyszałem, "grały mi w duszy anioły": to przecież moja ulubiona fraza o "harmoniach Wcielenia"!).
TT i ksiądz profesor mówili dużo ciekawych rzeczy także o Vaticanum II - i wydaje mi się, że ogólne wrażenie z tych wystąpień jest jednak inne niż to jakie może sobie wyrobić czytelnik notki z wiara.pl (bo skrupulatnie usunięto z niej wszystkie "pieprzyki" uwag krytycznych, których było sporo zwłaszcza u TT, a które też przecie tworzą smak całości). To zresztą dla mnie kolejne takie doświadczenie, że o ile jest już możliwa ciekawa i swobodna rozmowa o Soborze na sesjach naukowych i popularnonaukowych, o tyle relacjonujący je dziennikarze mediów katolickich przerabiają ją regularnie w budynie słodziutkich celebracji; skoro ja znam co najmniej kilka takich przypadków blokady umysłowo-informacyjnej, to czasem myślę sobie, że katolickie media dzielnie budują jakiegoś swoistego matrixa. Pytanie: po co?
Czy w grę wchodzi jakaś już prawie niezawiniona blokada w mózgu? Sam nie wiem, ale co powiedzieć na przykład o takim przypadku, gdy pewne wpływowe katolickie medium otrzymawszy propozycję patronatu medialnego nad albumowym wydaniem Ducha liturgii kard. Ratzingera, odpowiada: "nie, bo to ma wydźwięk lefebrystowski"? Tak właśnie, drodzy państwo, myślą w tej redakcji: czas bronić trzódki czytelników przed lefebvrystowskimi wybrykami ich Papieża. Boki zrywać czy raczej łapać się za głowę?
Paweł Milcarek: We trzech o Vaticanum II
-
Panie Pawle...
owe media katolickie, to w ogóle życie z Bogiem przemieniają w budyń...więc niech się pan nie dziwi, ze i Pan "przemielili", hm...jak zrobię "własne media katolickie", to obiecuje Pana niezbudyniować, mimo że mam inny temperament...ewanageliczny
-
choć do tego czasu...
muszę nauczyć się literówek nie robić...
-
@Paweł Milcarek
Najciekawsze prace teologiczne śledzące soborową doktrynę o liturgii, o jej reformie, o wolności religii, o możliwości dialogu z innymi religiami - mają za autorów postacie z kręgów konserwatywnych i tradycjonalistycznych. Myślę, że warto przytoczyć tu nazwiska czytelnikom S24.
-
trzy nurty i ich ocena
Ponieważ tekst nie mówi o żadnej konkretnej sprawie poruszanej przez SVII, na pierwszy plan wybija się stosunek piszącego do istniejących na Soborze i po nim nurtów. Mamy zatem konserwatystów, umiarkowanych i reformatorów. Środkowa kategoria opisywana jest przy pomocy stowarzyszenia z "DOBRODUSZNĄ PRZECIĘTNĄ światowego episkopatu", "ogółem Ojców, który ODETCHNĄŁ Z ULGĄ, że kończy się czas tych wytężonych prac". Kategoria pierwsza opisana jest zwięzłymi sformułowaniami typu: "WYTRZYMAŁOŚĆ została wystawiona na krańcowe doświadczenie", "granice AKCEPTOWALNEJ ortodoksji", "NAJWNIKLIWSZE studia", "NAJCIEKAWSZE prace teologiczne". Kategoria trzecia zaś wyraźnie zbiera baty: "modernizujący radykałowie", "to, co uchwalono, NIE ZADOWALA ICH", "PRZYJEMNIEJ BYŁO było mieć wtedy te bardziej radykalne, progresywne, modernistyczne, lewicowe nastawienia", "entuzjastyczna adaptacja Kościoła do oczekiwań świata", "awangardowe uniesienia". Wiadomo z tego tekstu głównie jakie są sympatie i nastawienia Autora. I czy da się wierzyć, że one są mniej dla niego ważne niż kwestie merytoryczne?
-
@ MagCzu
Proszę się skupić także przy tak trudnych słowach jak hermeneutyka zerwania i hermeneutyka ciągłości. Także zwrócić uwagę na różnicę między odczytywaniem konkretnych sformułowań dokumentu kościelnego przez pryzmat całego dokuemntu/ całego nauczania soboru / wcześniejszej Tradycji - a interpretowaniem ich poprzez odniesienia do Kuenga, Schillebeexa, Congara, Rahnera. W zasadzie to są kluczowe zagadnienia w tym moim głosie panelowym. Plus nawiązania do notorycznie znanych faktów z historii Vaticanum II (problem odesłania schematów, problem wyposażenia np. Lumen gentium w nota praevia, problem stosunku abp. Lefebvre'a do Soboru przed rokiem 1968, problem wpływu rewolucji kulturowej '68 na recepcję Vaticanum II). Zagadnienie różnicy między "umiarkowanymi" i "radykałami" przedstawia świetnie - na przykładzie Sacrosanctum concilium - cytowany wyżej o. A. Nichols OP w wydanej i u nas książce "Patrząc na liturgię" (choć jeszcze lepiej to pokazuje we wstępie do wspólnego wydania "Mediator Dei" i "SC", zatytułowanym "Tales of the two documents". Pozdrowienia.
-
@Zamorano
na przykład fundamentalna praca benedyktyna z opactwa Le Barroux o. Basile Valuet "Le Droit à la liberté religieuse dans la Tradition de l’Église".
-
A ja czytam, czytam, czytam.... .
@MagCzu - wyrażasz to, co "czuje się" czytając wpis Pana Pawła. @Panie Pawle, moim zdaniem, używając wyliczonych przez MagCzu kategorii popełnia Pan podobny błąd co Jarosław Kaczyński oraz O.Tadeusz Rydzyk. Mianowicie mówi Pan językiem który ustawia Pana rozmówców "tam gdzie stało ZOMO...". Myślę, że ten właśnie język może być źle rozumiany także przez dziennikarzy a skutkiem czego Pan zostanie traktowany niezasłużenie jako extremum. Gdyby Pan zachował więcej wstrzemięźliwości w kategoryzowaniu rozmówców i mniej sugerowania "spisków" a skupił się rzeczywiście na analizie zagadnień zamiast analizie kategorii ludzi mających inne niż Pan poglądy, byłoby to właściwie i poważnie odebrane. Pan mówi językiem który kategoryzuje i wyciąga już końcowe wnioski. Mam wrażenie, że Panu nie starcza zwykłej ludzkiej cierpliwości i w niezrozumiały sposób Pan uważa, że Pana poglądy są nietraktowane poważnie. Są one traktowanie jak najbardziej poważnie ale Pan nie wiadomo dlaczego ustawia się w pozycji nie równości ale "ofiary" wobec swoich dyskutantów - a więc wypowiada się z pozycji nieakceptowanej mniejszości - pisanie w kategoriach jakie wymienił MagCzu jest właśnie językiem obrony, gdzie Pan wskazuje "kto jest kim" - tylko, że jak rozumiem to była dyskusja a nie ogłaszanie swoich tez ustawiających rozmówców w Pana kategoriach. Pozdrawiam.
-
@ zamorano
Tak z pamięci: Brian Harrison OS o wolności religijnej - potem o tym samym o. Basile Valuet OSB, a zupełnie ostatnio jeszcze jeden dominikanin z Tuluzy (którego nazwisko zapomniałem, pardon); o ruchu liturgicznym, reformie liturgicznej i liturgii - poza kard. Ratzingerem: m.in. o. Aidan Nichols OP, Alcuin Reid (OSB), Uwe Lang COr (no i cały ten ciąg wykładów z sesji Centre International d'Etudes Liturgiques, na które przyjeżdżały, żeby gdzieś pogadać, także takie wytworne i progresywne dinozaury Consilium jak o. Gy OP); o możliwościach (i niemożliwościach) dialogu z innymi religiami - świetne studium polemiczne podpisane przez cały zespół dominikańskiego "Revue Thomiste" (zresztą z osobna trzeba tu wymienić o. Serge'a Bonino OP); dodałbym jeszcze studium o obowiązywalności tzw. magisterium autentycznego, autorstwa ks. Bernarda Lucien. Uff, na razie tyle.
-
@ fincher
Trzymam za słowo :) i pozdrawiam ewangelicznie.
-
@ poldek
Nie, nie czuję się mniejszością - ale ubolewam, że moi polemiści zamiast prowadzić rzeczowe polemiki (choćby i z tym "kategoryzowaniem" - a widział ktoś dyskusje bez kategoryzowania?), oddają się teraz rozważaniom na temat moich odczuć. Proszę was: zbierzcie myśli i zamiast psychoanalizować mnie, podyskutujcie rzetelnie np. z książkami swojego papieża, zamiast robić mnie winnym swoich lęków. Najpierw poczytajcie te książki, które za długo zbywano milczeniem - i których treści po prostu nie chcecie przyjąć do wiadomości. Masz poldku rację z niecierpliwością: człowiekowi, który ostatnie dziesięć lat był na bieżąco także ze spychanym do niszy wątkiem poważnej refleksji o Soborze i jego następstwach, czasem trudno jest towarzyszyć niezadowoleniu tych, których budzi się z letargu. Pozdrowienia.
-
Panie Pawle
"""Nie, nie czuję się mniejszością - ale ubolewam, że moi polemiści zamiast prowadzić rzeczowe polemiki (choćby i z tym "kategoryzowaniem" - a widział ktoś dyskusje bez kategoryzowania?),Najpierw poczytajcie te książki, które za długo zbywano milczeniem - i których treści po prostu nie chcecie przyjąć do wiadomości.""" Panie Pawle, znowu się Pan zagalopał. To, że pisał książki kard. Jozef Ratzinger nie oznacza, że mają one taką moc jak dokumenty Papieża Benedykta XVI. ""Masz poldku rację z niecierpliwością: człowiekowi, który ostatnie dziesięć lat był na bieżąco także ze spychanym do niszy wątkiem poważnej refleksji o Soborze i jego następstwach, czasem trudno jest towarzyszyć niezadowoleniu tych, których budzi się z letargu. Pozdrowienia."" W tych rozważaniach o kondycji liturgii posoborowej oraz Kościoła współczesnego ważne są wg mnie akcenty. Pan w rozmowach o współczesności - akcentuje błędy Kościoła w przeszłości odnoszące się do reformy posoborowej. Jednak mając na uwadze rozwój i historię Liturgii Kościoła, Historię Kościoła warto może byłoby skupić się nie na tropieniu błędów i spiskowych teorii poprostu lobbować na rzecz zmian które rzeczywiście mogłyby wprowadzić pozytywne zmiany. To myślenie jest moim zdanie kluczowe. Gdyż nie sztuka tropić błędy ale sztuką jest wytyczyć kierunki rozwoju i jego ramy na przyszłość. Na pewno - jak mniemam - podziela pan postanowienia Konstytucji o Liturgii, a więc jest płaszczyzna wyjściowa do dyskusji i szukanie porozumienia, lepszych rozwiązań dla skuteczniejszego zrealizowania postulatów tego dokumentu. Pan w swoich rozważaniach ciągle zajmuje się przeszłością...- kategorie. A może należy rozpocząć debatę o przyszłości? Wychodząc od pozytywnych przesłanek zawartych w Sacrosanctum Concilium.. ??? Jeśli "mleko się rozlało" - co do tego są różne opinie - to może porozmawiać o tym co zamiast rozlanego mleka w kontekście przyszłości a nie ciągle w kontekście "bo kiedyś było lepiej". Kabaret śpiewa "Najlepiej było przed wojną...". Może trzeba przeorganizować dyskusję: wytyczyć jej inne cele a nie jedynie zapominanie się w przeszłości zamiast dyskusji o teraźniejszości i przyszłości mając na uwadze zapisy Konstytucji o Liturgii. Bo zgodzi się Pan do tego, że coś musi być nie tak skoro nie udaje się Panu przebić przez wiele lat. Może postawić problem w trochę innym kontekście: nie jako udowadnianie co i gdzie, kto zawinił.... ale może podjęcie pełniejszej realizacji w praktyce postanowień KL za pomocą może zmiany postanowień szczegółowych w odniesieniu do Liturgii w dokumentach posoborowych???? Pozdrawiam!
-
@ poldek raz jeszcze
Dziękuję, poldku, za głos merytoryczny, konstruktywny i oddalający się od analiz dotyczących mojego umysłu i emocjonalności. :) Najkrócej: 1. Jeśli mówię o zapoznaniu się z książkami kard. JR i z przyjęciem do wiadomości ich treści - to nie jest to wezwanie, aby przyjmować je tak entuzjastycznie jak np. Summorum Pontificum (!), lecz żeby próbowac z tymi pracami teologa dyskutować na ich poziomie. 2. Przeszłość jest bardzo pouczająca - i dlatego, poldku, na pewno nie zalecasz mi "wybrać przyszłość", prawda? W błędnym rozumieniu przeszłości tkwią czasem uzasadnienia postępowania w teraźniejszości. Dlatego historię warto znać. 3. To, co w różnych wpisach kwalifikujesz jako "spiskową historię" Soboru, znajduje się w relacji historycznej o. Ralpha Wiltgena "Ren wpływa do Tybru", polecanej przez o. Congara. Tam właśnie jest o tych spiskach, przymierzach, wyłączaniu mikrofonu, zamykaniu wniosków w szufladzie... Nie warto obrażać się na historię, bo ona jest "nauczycielką życia". 4. Oczywiście, byłoby świetnie myśleć o przyszłości liturgii - i ja o niej myślę zawsze w kontekście Sacrosanctum concilium i Mediator Dei, dwóch wciąż najważniejszych dokumentów Kościoła na ten temat. Wierzę mocno, że odbudowa liturgii z pomocą tych dwóch świateł jest możliwa, choć wymaga czasu - i realistycznie uprzedzam, że będzie to wymagało ofiar poświęcenia wcale nie tylko po stronie tych, którzy dziś żyją pogodnie liturgią Mszału 1962; wręcz przeciwnie, wręcz przeciwnie.
-
PAnie Pawle
co do kluczowych dokumentów Zarówno KL jak i Mediator Dei pełna zgoda. Jednak nie oczekuję od Pana "zapomnienie o przeszłości".... . Ja osobiście nie widzę powodu aby przeprowadzać w Liturgii jakiekolwiek rewolucje. Problem na pewno jest wdrożenie tego co już zapisano w obydwu dokumentach. W ramach dziesiejszego ustawodawstwa Liturgicznego można pięlęgnować liturgię. Można kultywować śpiew gregoriański, śpiewy w języku łacińskim, wystarczy po prostu dbać o poszczególne elementy Liturgii w taki sposób aby - jak pisze Ks. Czerwik - "nawet obcoplemieniec wchodzący do Kościoła podczas Liturgii nie odniósł złego wrażenia". Ja patologie w Liturgii: - kiepską jakoś śpiewów - kiepską jakość jej sprawowania: sposób czytania tekstów, śpiewów celebransa, sposobem uczestnictwa w niej wiernych zrzucam na karb braku umiłowania i rozmiłowania się w Liturgii przez Duchownych. Bywam w różnych wspólnotach i zakonnych, i Parafiach - gdyż dużo podróżuję(taką mam pracę) i mogę powiedzieć, że są takie ośrodki w których Liturgia jest sprawowana i pielęgnowana z najwyższą starannością. A są takie miejsca gdy Liturgia jest zaniedbana. Więc wg mnie jeśli reforma to przedewszystkim formacja Duchownych. Taka, aby byli oni "niosącymi pochodnię" by od nich mogli odpalić swoje wierni... . Ktoś musi ożywiać i tłumaczyć Liturgię wiernym a jeśli "sól utraci swój smak"...??? Więc wg mnie szkopuł nie leży w dokumentach ale w postawie i zaangażowanie tych, którzy nie kochają liturgii, nie pielęgnują jej, nie ożywiają a idą po najmniejszej "linii oporu". Czytając dziś KL można wzdychać z tęsknotą, że jeszcze jej postulatów powszechnie nie zrealizowano. Jak na razie realizuje się ją w pojedyńczych ośrodkach a nie jest to norma. Dlatego wg mnie należy poszukiwać tego co spowoduje pozytywne skutki w pielęgnowaniu liturgii. Nie jest sztuką zmienić zapisy dokumentów. Sztuką jest je zrealizować w praktyce. Mi - jako szaremu "zjadaczowi Euharystii" nie potrzeba nowych konstytucji, dokumentów. Ja potrzebuję pielęgnowania Liturgii, gdyż w niej jak w lustrze odbija się wiara wiernych. Jeśli ona jest "pod psem", to coś z tą wiarą jest nie "teges".. . A tej wiary nie zbudują dokumenty a świadkowie. Więc należy spowodować przede wszystkim "rodzenie się świadków Liturgii" a nie kolejnych dokumentów które same w sobie nie mają mocy sprawczej. Jednak dyskusja zmierza w stronę dokumentów a nie spowodowania "zrodzenia świadków Liturgii". Pozdrawiam.
-
poldkowi strzemiennego :)
No cóż, można by też wyrzekać, że ludzie za dużo uwagi przykładają do dokumentów Nowego Testamentu... :) Nie wystarczy przecież apelować o "zapalanie sercem", trzeba głowy meblować myślami Kościoła. Spodziewam się, że gdy opadnie tuman obecnego zamieszania - jeśli opadnie - ostaną się oczywiście "normy ogólne" Sacrosanctum concilium, czyli te normy, zgodnie z którymi można i dziś celebrować także tzw. stary ryt, bez większego trudu. Czy ostanie się posoborowe prawodawstwo liturgiczne? Tego już nie jestem pewny, bo za dużo w nich namiętności jednego pokolenia i za dużo absolutyzmu władzy, a za mało ciągłości i czerpania ze źródeł. Gdy w 2001 odbywały się Dni Liturgiczne w Fontgombault, przy kard. Ratzingerze zgromadzili się i ci, którzy żyją starym dziedzictwem liturgii, i ci, którzy pragnęliby sakralnej żywotności rytu zreformowanego. Ciekawie i miło rozmawialiśmy, z nadziejami na wspólnotę wysiłków. To smutne, że gdy Papież po prostu pozwolił na odnowienie używania starej liturgii, wielu ważnym osobom nie wystarczyło szerokości serca i pamięci tego, o czym wtedy rozmawialiśmy. Mam jednak nadzieję, że i tak dojdziemy kiedyś do tego, czego NAPRAWDĘ chciał Sobór i co NAPRAWDĘ znajduje się w jego dokumentach. Pozdrawiam.
-
Nie wiem jak rozumieć tego strzemiennego.. - "na drogę"??
czy mam iść sobie precz, :-))) Tak naprawdę zmiany jakie wniósł Benedykt XVI nie zmieniają za wiele. Przecież niezależnie od tego wg jakie rytu Msza Św. jest odprawiana to i tak kategorie Sacrosanctum Concilium są ważne i pasują jak ulał. Więc kwestia rytów to dla mnie coś normalnego. Jednak - jak mi się udaje - nie może być tak i nie będzie tak, że "pigułką" na przywrócenie sacrum w Liturgii będzie jedynie ryt. To sprawa znaczniej - na szczęście - złożona. Gdyż, tak jak ruch Liturgiczny odbywał się najpierw wśród elity KOścioła: Klasztory, Seminaria duchowne a potem dopiero "schodził niżej...", tak uważam, że jeśli odrodzenie w Traktowaniu Świętej Liturgii i Jej Pielęgnowanie "na dole" - >> w Parafiach zacznie się dokonywać właśnie tam. I jeszcze wspomnę o jednym czynniku, którego próżno znaleźć w Pana pisaniu jak i Tradycjonalistów. Otóż wg mnie Jakość Liturgii jest wprost Pochodną Jakości Duszpasterstwa Parafialnego. Wcześniej napisałem, ze jakość Liturgii jest Lustrem w którym odbija się wiara jej uczestników. Liturgia będzie mogła stać się autentycznie taką jak ją definiuje Konstytucja o Liturgii gdy jakoś Duszpasterstwa parafialnego będzie wysoka. Gdyż gdy uczestnicy pałają Miłością do Chrystusa, nie szczędzą czasu aby przygotować w ramach scholi piękne śpiewy, inni uczestnicy czytania Mszalne, komentarze, itp. Gdy duszpasterstwo kiepskie, wierni w Kościele statyczni, mało aktywni, można rzec "wzdychają", że w innym Kościele to wszystko lepiej.... . Wiec jeśli pisałem o przywiązaniu do dokumentów to w tym sensie, że Seminaria Duchowne znajdą taką formułę kształcenia przyszłych Kapłanów, że będą potrafić rozkochać ludzi nie tylko w Chrystusie ale także w świętej Liturgii. A ja tak dystansuję się do tych dogmatycznych dysput z tego względu, że to nie "popycha sprawy do przodu" i nie jest wg mnie dotknięciem istoty rzeczy, lecz jedynie ekskluzywnym sporem pomiędzy teologami... . A chciałoby się widzieć prostą wiarę i prostą miłość do Chrystusa, Liturgii i Kościoła. Dziwi mnie, że prości ludzie najczęściej lepiej czują ducha Liturgii niż specjaliści od dokumentów i reform Kościoła. Jaki kurz Panie Pawle??? Mam wrażenie, że mamy do czynienia przeciągania liny: - posoborowi chcą iść do przodu - tradycjnaliści chcą zrobić krok wstecz Wszyscy deklarują akceptację zapisów w Sacrosanctum Concilium. A czy ktoś w ogóle rozmawia o formacji? Czy są jakieś wytyczne aby Duchowni mieli nakaz prawny np. zatrudniać w Kościele prawdziwych muzyków a nie jedynie tanich muzykantów???? To są te konkrety. Powiem wprost. MOże dla życia Liturgicznego byłoby lepszym wyjściem zrezygnowanie przez Proboszcza z wypasionego samochodu, zastąpieniem go skromniejszym a za zaoszczędzone pieniądze zatrudnienie na etat dobrego muzyka w Kościele który będzie pielęgnował śpiew i ukaże piękno i sacrum w warstwie muzycznej??? Pak sześć, samochód proboszcza. Sądzę, że parafianie gotowi byliby płacić na osobny fundusz organisty aby mieć kogoś takiego za kontuarem organów... . Lecz jeśli proboszcz nie widzi potrzeby...? Na nic najlepsze wytyczne i rubryki. Dla mnie to są konkrety, które popychają sprawę do przodu. Spory doktrynalne to taka zabawa na poziomie teologów - dalekich od rzeczywistości parafialnej. Pozdrawiam!
-
I jeszcze jedna rzecz
"""Mam jednak nadzieję, że i tak dojdziemy kiedyś do tego, czego NAPRAWDĘ chciał Sobór i co NAPRAWDĘ znajduje się w jego dokumentach""" Czy mógłby Pan określić co wg Pana w tych dokumentach powino się nowego pojawić? Pozdrawiam!
-
@Paweł Milcarek
Serdecznie dziękuję za wskazówki bibliograficzne. Etykieta - również dziękuję.
Piszę w lubczasopismach
-
11.07.2011 17:35
-
11.07.2011 17:34
-
11.07.2011 16:00
-
17.01.2011 17:15
Ostatnie notki
-
Przywództwo polityczne. O 205 numerze Res Publiki Nowej.
Z zainteresowaniem przeczytałem 205 numer Res Publiki Nowej (RPN), która tuż przed wyborami parlamentarnymi...
13.10.2011 12:01 0 -
Rowiński: Prawica woła o wyzwolenie. Refleksje po wyborach.
Beztroska Postawę wielu chrześcijańskich wyborców i polityków, których decyzje dopuściły do...
11.10.2011 14:30 2 -
Rowiński: Co po "Znaku"? Pytania do nowej redakcji
Pamiętam dość dobrze, gdy przez siedmiu czy ośmiu latu dostały mi się do rąk liczne numery francuskiego przeglądu...
11.07.2011 15:26 1
Moje ostatnie komentarze
-
Klasyczny liberał, randysta, mizantrop. Z wykształcenia bankowiec-finansista. Lat 35.
To nie jest opis człowieka zamierzającego zyskać zbawienie.
15.03.2012 08:46
-
Nie zauważył Pan, że nie dyskutujemy tu o republikanach, tylko o Obamie?
15.02.2012 12:15
-
A gdzie ja mówię o sprzyjąjacych demokratom wielkich koncernach? Ja mówię o tysiącach...
15.02.2012 12:14
-
Może wolą miejsca pracy zamiast "food stamps"?
15.02.2012 10:52
-
niż republikanie - oczywiście. MB
15.02.2012 09:43
Aktywne dyskusje
-
Rowiński: Prawica woła o wyzwolenie. Refleksje po wyborach.
komentarze: 2ostatnio: MACIEJP
-
W czerwonej Katalonii
komentarze: 20ostatnio: MICHAŁ WOJCIECHOWSKI
-
Paweł Milcarek: Wyrok na "Warto rozmawiać"
komentarze: 26ostatnio: DŁUGODYSTANSOWIEC
-
Paweł Milcarek: Mój rok 2010
komentarze: 4ostatnio: ESKA
-
Rowiński: “Liberałowie”, “muzealnicy” i znikająca demokracja
komentarze: 6ostatnio: PINK PANTHER
Archiwum postów
| « | Maj 2012 | |||||
| Pn | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||



